2 Thoughts on “Żegnamy Naszą Panią Irenkę”

  • Nasza Pani Irena

    Znalem Irene Ostaszewska od przeszło 40 lat.
    Byliśmy rówieśnikami i faktycznymi uciekinierami politycznymi przed komunistycznym reżimem tzw. Polski Ludowej PRL.
    Znaleźliśmy od razu wspólny język, chociaż Irena była germanistka a ja socjologiem.
    Irena była jednak polska patriotka I ideowa antykomunistka.
    Jej głęboka I bezkompromisowa wiara przenikała wszystko, choć jednocześnie była realistka, a Jej ostry język obnażał wady I śmieszności tam, gdzie to trzeba było koniecznie robić.
    Nie była dewotka w stylu ślamazarnych I sentymentalnych mazgajów, była prawdziwa kobieta czynu poświęconego temu, w co wierzyła.
    Dla Niej Bóg był konkretem którego się trzeba było trzymać, o który opierać, i dla którego usilnie pracować.
    W dzisiejszych smutnych czasach, kiedy rządzi Mamona, była żywym Znakiem, ze można tez żyć inaczej, również I dzisiaj I teraz.
    Irena była bowiem prawdziwa instytucja w świecie Polaków mieszkających w Amsterdamie.
    Pomagała wszystkim potrzebującym, chodziła do chorych do mieszkań, do szpitali, interesowała się nimi, jak I zmarłymi I ich rodzinami.
    Wszystkich informowała jak mogla, kto ostatnio umarł spośród Polaków miejscowych, kim byli ci ludzi, i jacy byli.
    Pomagała tez Holendrom, znała zresztą ogromna masę ludzi.
    Zostawiła po sobie pustkę, której pewnie nikt już nie wypełni.
    Była sama barwna osobowością, ta mała Irenka była Wielkim Człowiekiem.
    Zawsze dzieliła się swoimi przemyśleniami z najświeższych lektur, zwłaszcza religijnych.
    Dziwne, że w polskiej parafii nie miała stałego cyklu wykładów religijnych.
    Interesowała się szczególnie żywo pismami I doświadczeniami wielu mistyków katolickich, a mistyka to jest samo jadro naszej prawdziwej wiary.
    O niektórych z nich, którym zabrakło siły, mówiła ironicznie „mistyk wystygł”…, podkreślając, ze zabrakło im ognia, ze przestali koncentrować się na samym Bogu.
    Wszyscy chyba wiedza, ze miała Ona sama doświadczenie mistyczne, i ze jeszcze za życia spotkała się z Panem Jezusem, z czego czerpała energie I inspiracje przez cale życie.
    Pamiętam jak bylem wstrząśnięty I poruszony życiem Marty Robin, o której dowiedziałem się z książki, która pożyczyłem od Ireny.
    Marta Robin była wielka francuska mistyczka współczesna.
    Przez pamięć o Irenie mogę wiec polecić postać I wzór życia Marty Robin ,z czystym sumieniem, każdemu spragnionemu dobrej literatury duchowej I katolickiej.
    Była prawdziwa Panią, Księżna z Polskich Kresów, ze swojego Wołynia, za którym tęskniła, i gdzie Ukraińcy bestialsko zamordowali prawie cala Jej rodzinę I krewnych.
    O tym wołyńskim polskim rodzie i jego tragicznych losach, mówiła w uzupełnieniu do mojego wykładu o Ludobójstwie Ukraińskim na Wołyniu I w Małopolsce Wschodniej, który wygłosiłem w Parafii Polskiej w Amsterdamie kilka lat temu.
    Módl się, Irenko Nasza, za nas, za katolickich polskich wędrowców w obcym świecie, za Polaków w Holandii, teraz z Nieba, Pani Kresowa ze wschodnich pol Rzeczypospolitej.
    Tako, jako I my tutaj będziemy się modlić za Ciebie w Niebie.
    Ale nie mam jakoś wątpliwości, ze przypadła Ci w udziale najwyższa nagroda w wymarzonym Niebiańskim Maastrychcie, bo do tego ziemskiego nie udało Ci się przeprowadzić tak jak to planowałaś przez lata.
    Spij słodko, droga nasza Irenko, i niech Ci się przyśni Polska, i Polski Wołyń.

    Zbyszek Glapiński

    Amsterdam, Holandia
    22 Maja AD 2020

  • 14 maja odeszła do Pana Irena Ostaszewska, dla wielu pani Irenka, dla mnie Irenka. Znałyśmy się prawie 40 lat i tak, jak to miedzy przyjaciółmi bywa zawsze, gdy się spotykałyśmy, było to tak jakbyśmy widziały się wczoraj. Moja historia pobytu w Holandii ściśle wiąże się z obecnością Irenki w życiu mojej rodziny. Irenka była nauczycielką katechezy i języka polskiego naszych dzieci, wtedy kiedy polska szkoła parafialna nie była jeszcze tak liczna, jak obecnie. Polaków w Holandii było mało i szkółka sobotnia tez nie była duża. Irenka wzięła pod swoje skrzydła grupę najmłodsza której z miłością i oddaniem opowiadała o Panu Bogu, aniołach, świętych i tym, co dobre a co złe. Przy okazji katechezy dzieci poznawały piękno języka polskiego, bo Irenka bardzo o to dbała. Sama zawsze skromnie, ale elegancko ubrana, z szacunkiem odnosząca się do ludzi przywiązywała dużą wagę do piękna. Piękno języka, otoczenia i kultury. W sposób subtelny przekazywała to nie tylko dzieciom, ale i rodzicom. Dzieci jak to dzieci na lekcjach były czasami niesforne, ale nigdy nie słyszałam, aby Irenka podniosła na nie głos. Potrafiła z anielska cierpliwością zaprowadzić porządek, pomagając sobie czasami cukierkami. Irenka nigdy nie zapomniała o swoich uczniach i obejmowała ich swoją modlitwą. Śledziła losy tych dzieci, które z roku na rok stawały się starsze i bardzo martwiła się, gdy któregoś z nich spotkały kłopoty. Rozmawiałyśmy o problemach, na jakie napotykali się polscy rodzice, katolicy w Holandii. O różnych problemach filozoficznych, filmach i książkach. Nasze rozmowy, często telefoniczne trwały długo i zawsze były bardzo ciekawe. Irenka nie miała czasu żeby ot tak wpaść z wizytą, ale jeśli znalazła coś ciekawego wśród swoich lektur to dzieliła się tym ze mną i z innymi. Martwiło ją to, że dla wielu ludzi ważniejsze jest mieć niż być i zamiast czerpać ze źródła duchowego poświęcają swoje zdrowie i życie dla rzeczy i pieniędzy. Ostatnimi laty, nasze pokolenie zaczęło się przerzedzać i telefon od Irenki mógł znaczyć, że znowu ktoś spośród naszych wspólnych znajomych odszedł do Pana. Przy tej okazji przypominałyśmy sobie o Memento Mori i byciu gotowym. Jestem pewna, że Irenka, była.Odeszła ze swoim nieodłącznym, ciepłym uśmiechem pogodzona z życiem.
    Żegnaj Kochana Irenko. Byłaś dla wielu mama, dla mnie siostra a dla potrzebujących aniołem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *